Wojciech Tomczyk | POŻĄDANIE SPRAWIEDLIWOŚCI JEST POTRZEBĄ NATURALNĄ CZŁOWIEKA
15543
post-template-default,single,single-post,postid-15543,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-child-theme-ver-1.0.0,qode-theme-ver-10.1.2,wpb-js-composer js-comp-ver-5.1,vc_responsive

POŻĄDANIE SPRAWIEDLIWOŚCI JEST POTRZEBĄ NATURALNĄ CZŁOWIEKA


W tekście „Jak powstała Norymberga” pisał pan o tym, że ONI mają monopol na opowiadanie historii PRL-u. Kilka lat temu ten monopol został przełamany. Co się od tego czasu w Polsce zmieniło?

Jeszcze pięć lat temu kłamstwa przebrane za najświętszą prawdę chodziły po ulicy. Ale czy tak znów wiele się zmieniło? Ciągle istnieją tematy tabu, postaci tabu, których historia jest tajna. Zazdroszczę młodym ludziom, że będą mogli przełamywać te gigantyczne pokłady zakłamania, które dopiero teraz się ujawniają.

A pan z tym kończy?

Ja już się w to nie bawię. Powiedziałem to, co mogłem powiedzieć. Na szczęście świat wartości III Rzeczpospolitej, wbrew temu, co sądzą jej najwytrwalsi apologeci, już się nie podniesie. Obrona PRL-u jest już wyłącznie żenująca. Ośmiesza tych, którzy się nią zajmują. Jest żałosna, myślowo prowincjonalna, lękowa i bez sensu.

Ryszard Kapuściński w wywiadzie udzielonym Markowi Millerowi, mówił że struktura polskiego społeczeństwa przypomina tę z krajów trzeciego świata. Nazywał ją „kominową” – wąskie kominy elit, brak sfery pośredniej i masy.

Mnie bardziej przekonuje opublikowany ze dwadzieścia kilka lat temu w „Ankesie” wywiad ze Zbigniewem Brzezińskim. Państwa postkomunistyczne, wówczas jeszcze komunistyczne umieszczał on w piątym świecie, tuż przed Czadem i Ruandą. Trzeci świat to już jednak cywilizacja, to są tygrysy. Myślę, że nas można zdiagnozować bardzo prosto. Przede wszystkim brakuje orłów intelektu. Zauważam zaledwie kilku ludzi niezależnie myślących, a przecież niezależność myślenia jest podstawą bycia odpowiedzialnym intelektualistą. Większość naszej czołówki myśli schematycznie, posługuje się wytartymi szablonami, i spełnia myśl Konstantina Czernienki: „Są rzeczy, które zostały raz na zawsze ustalone”. Obserwując polskie życie polityczne i intelektualne i widzę, że dla wielu ludzi pewne rzeczy, opinie i oceny są raz na zawsze ustalone, niepodważalne. To czyni dyskusję jałową. Kto tego nie rozumie, ten nic nie rozumie.

Dziennikarze również nie myślą w Polsce samodzielnie?

Cała nadzieja w was. Dzisiejsza czołówka dziennikarska to nieszczęsne pokolenie nieskończonych studiów. Z politykami jest podobnie. Przecież feler z wykształceniem, na który cierpiał prezydent Kwaśniewski, Wałęsa dotyczy wielu polskich polityków. Wybierani byli ludzie po technikach. Oczywiście nie mam nic przeciwko technikum, ale żeby piastować ważny państwowy urząd, trzeba mieć pewną wiedzę, a tej wiedzy technikum elektryczne w Żyrardowie nie daje. Natomiast jeśli chodzi o dziennikarzy, to znaczna ich część w ’89 przerwała studia, zrobiła błyskawiczne kariery, a dziś zajmuje się odcinaniem kuponów, kolejnymi ślubami i rozwodami. Stara się funkcjonować medialnie, bo to wpływa na oglądalność, słuchalność, czytalność. Najzabawniejsze jest to, że wydają książki. Żałosne, bo przecież książka bezlitośnie obnaża poziom myślenia autora.

Rynek książkowy jest przecież bezwzględny i się autoweryfikuje. Zła rzecz się po prostu nie sprzedaje.

Wystarczy przystojny mężczyzna znany z telewizji na okładce.

Jaki ma pan stosunek do sprawiedliwości?

Kiedyś przeczytałem, że pożądanie sprawiedliwości jest potrzebą naturalną człowieka. Uważam ten pogląd za podejrzany, fantastyczny. Ja w każdym razie potrzebę sprawiedliwości mam. Jest ona elementarnym fundamentem człowieczeństwa. A już na pewno nie można budować zbiorowości bez sprawiedliwości. To nie jest tak, że morderców wsadza się do więzienia po to, żeby więcej nie mordowali, ściga się złodziei dlatego, żeby więcej nie kradli. Wiadomo, że na miejsce mordercy przyjdą nowi mordercy, na miejsce złodziei przyjdą nowi złodzieje. Sprawiedliwość jest fundamentem cywilizacji. Rezygnacja z niej, zwłaszcza w takim stylu, w jakim to się odbywało w Polsce, to jest odwracanie porządku społecznego. Zbrodniarze są przedstawiani jako patrioci, ludzie honoru, a to jest podcinanie korzeni wszelkiego ładu, to jest początek zdziczenia.

Spotykały pana jakieś problemy w związku z percepcją Norymbergi?

Nie. Może, gdybym ją napisał 10 lat wcześniej. Ludzie czytali tę sztukę ze wzruszeniem, bo oto wreszcie pojawił się utwór literacki, który mówił o tym, o czym mówi się w Polsce w domach. Nie powtarzał gazetowych, wytartych poglądów, które były już przedstawione jako fakty. Sądzę, że dla wielu ludzi to było ważne przeżycie.

Pułkownik Kołodziej umiera. A co się dzieje z jego żoną?

Ma się dobrze. Tylko dwie gazety piszą o cierpiących prześladowania ubekach, złamanych tajnych współpracownikach bezpieki. Żony byłych pułkowników Ludowego Wojska Polskiego czy wdowy po nich mają i będą się miały dobrze. Jest ich pełno. Najczęściej są to bardzo zaangażowane w życie charytatywne, w życie kościoła. To jest wspaniała kasta. Nie będę ukrywał, że przed napisaniem sztuki spotkałem takie postaci.

Nie ma więc sfer, w których możemy czuć się bezpiecznie?

Zapomnijcie o tym, że istnieje równy start, równe szanse, ponieważ to nie chodzi o macki bezpieki, ale o układy budowane przez kręgi znajomości. W pewnych ludzi się inwestuje. Ktoś ma w tym cel; nie zawsze oczywisty. Historia się nie skończyła i się nie skończy. W dorosłym życiu nie ma, nie było i nigdy nie będzie sytuacji do końca czystych. Oczywiście można wyjechać na dalekie Podlasie i patrzeć, jak rosną pomidory w ogródku. Wtedy człowiek rzeczywiście wyłącza z wyścigu szczurów, natomiast czy taka emigracja wewnętrzna nie jest wynikiem pewnej wewnętrznej kalkulacji?

Z czego wynika pańskie zainteresowanie dokumentem?

Józef Maciewicz napisał: „Tylko prawda jest ciekawa”. Ponadto moje pokolenie miało ogromne szczęście, bo w tym całym łomocie cenzury mieliśmy dobrą literaturę (myślę o Mrożku, Różewiczu), a z drugiej strony mieliśmy fantastycznych reportażystów: Kozicki, Kuśmierek, Maziarski, Kapuściński, Kąkolewski. Literatura faktu w latach siedemdziesiątych była bardzo mocna.

O czym mają pisać młodzi reportażyści?

Młodość ma ten przywilej, że widzi ostro. Powinniście pisać o tym, o czym nie piszą inni. Tych tematów, dzięki Bogu, jest dostatek. Nie jest tak, że największym problemem tego kraju jest Radio Maryja, albo nawet – z całym szacunkiem – stocznie. W tym kraju problemów jest mnóstwo. Wystarczy wyjść na ulicę. Wystarczy wyjechać na chwilę z Warszawy, żeby przekonać się, że nie wszyscy są szczęśliwi, przystojni i wyluzowani. Jest wiele tematów historycznych, przez społeczne, tematy ludzi zepchniętych na margines. Nawet temat emigracji jest eksploatowany wyłącznie w sensie politycznym – jakby młodzi Polacy wybrali życie poza ojczyzną wyłącznie ze względu na ten czy inny rząd. Jest tyle nieprawdy. A pisanie prawdy jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziło.

Kto jest pana mistrzem?

Oczywiście Edmund Niziurski. „Zachodzi słońce nad wędzarnią krwawą, słychać krzyk drobiu Więckowskiej nieświeży. Sezon skończony. Żegnaj sławo. Na zwiędłych liściach znokautowany bokser leży. Twarz mu wykrzywia uśmiech żałosny. Byle do wiosny”. Czy są słowa lepiej opisujące naszą obecną sytuację?

Na koniec jeszcze pytanie „zlecone”, które jest tematem numeru: Po co nam Polska?

Odpowiem tak, jak odpowiada mój ulubiony bohater mojego ulubionego serialu („Oficer” przyp. aut.). Sam go zresztą napisałem: „Pytanie nie trzyma poziomu.”

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.